KULTURA OGLĄDAM

W procentach zanurzone czyli recenzja filmu „Zabawa, zabawa”

„Ze mną się nie napijesz?”, „Chluśniem, bo uśniem”, „Nie ufam ludziom, którzy nie piją” – kojarzycie te zdania? Jakże często padają one z ust dowcipnych wujków na różnego rodzaju rodzinnych uroczystościach. Wesele bez wódki? To być nie może! Sylwester bez toastu? Chyba żartujesz! Alkohol towarzyszy wielu okazjom. A, że okazja do wypicia jest zawsze, to dla wielu osób staje się on niezbędnym elementem codzienności.

W najnowszym filmie Kingi Dębskiej „Zabawa, zabawa” (reżyserki „Moje córki krowy”, „Plan B”) stykamy się z problemem alkoholizmu. Rzec by można, że temat to wdzięczny i łatwy do pokazania na ekranie. Pijani ludzie są tacy zabawni. Tu się przewrócą, tam zwymiotują. No i wiadomo. Pije tylko patologia.

Tyle, że nie.

Dębska przedstawia nam historię trzech kobiet, dla których alkohol to chleb powszedni. Ambitna studentka u progu kariery, genialna pani prokurator i uznana w świecie medycyny pani doktor. Wszystkie trzy łączy jedno – lubią sobie wypić.

Historie bohaterek dzieją się równolegle, ale nigdy się nie przeplatają. Na ekranie oglądamy kolejne etapy ich upijania. Widzimy jak królowe nocy stają się nieświeżo wyglądającymi błaznami z rozmazanym makijażem. Przyglądamy się ich relacjom z bliskimi, przyjaciółmi, kolegami z pracy. Słuchamy ich krzyków, kłótni i rozpaczliwych zapewnień, że nie mają żadnego problemu. Że alkohol wcale nie ma wpływu na ich życie.

Podczas seansu wciąż zastanawiałam się czy ten film jest dobry czy nie. Czy faktycznie wnosi coś nowego. Moje uczucia w tej materii są bardzo mieszane. Na przykład bardzo mocno ubodło mnie dość łopatologiczne i moralizatorskie podejście do historii studentki Magdy (Maria Dębska). To w sumie prosta historia pokazująca, że kobietę która pije na imprezie z nieznajomym, może spotkać krzywda. Cała historia poprowadzona jest jak od linijki, aż do niezbyt zaskakującego finału.

Za to historie prokurator (Agata Kulesza) i pani doktor (Dorota Kolak) poruszyły mnie do głębi. To doskonałe studium tego, że alkohol nie niszczy tylko pijącego, ale również mocno wpływa na jego otoczenie. Najpierw jest chęć pomocy i współczucie, które na końcu przemienia się w żal, pogardę i odrzucenie. Bardzo mocne.

Zatrzymajmy się jeszcze przez chwilę przy grze aktorskiej. Co tu dużo mówić. Panie grające główne bohaterki poradziły sobie doskonale. Gra Doroty Kolak była przejmująca, Agata Kulesza ma doskonałą mimikę twarzy, a młoda aktorka Maria Dębska nie pozostaje w tyle. Na ekranie pojawiają się również Marcin Dorociński w roli zmęczonego i zrezygnowanego męża pani prokurator, Marian Dziędziel w roli barowego filozofa czy Mirosław Baka, współpracownik i przyjaciel pani doktor. Panowie doskonale partnerują głównym bohaterkom.

Mamy też dwóch policjantów granych przez Rafała Rutkowskiego i Sławomira Zapałę, którzy w założeniu mieli być takim comic reliefem. Sceny z nimi są faktycznie dość zabawne, choć to taki śmiech przez łzy. Nie mniej jednak dają trochę oddechu podczas dość ciężkiego seansu.

Czy forma ukazania alkoholizmu w kobiecej odsłonie udała się reżyserce? Tak. Czy film wniósł coś nowego? Nie jestem tego pewna. W polskim kinie ten temat był już bardzo wyraźnie przedstawiony w filmie Wojtka Smarzowskiego „Pod mocnym Aniołem”. Z resztą niektórzy krytycy Kingę Dębską nazywają „Smarzowskim w spódnicy”, bo tak jak ten uznany reżyser, Dębska nie boi się trudnych tematów.

Podsumowując. Film mimo kilku wad uznaję za wart obejrzenia. Gra aktorska jest na naprawdę wysokim poziomie, a reżyserka się rozwija i sądzę, że jeszcze nieraz nas zaskoczy.