KULTURA OGLĄDAM

Tu jest jakby niewesoło czyli Kogel Mogel 3

Bohaterowie filmu Kogel Mogel Kasi Zawada, profesor Wolański, Agnieszka Zawada i Macin Zawada

Kiedy rok temu gruchnęła wieść o planowanej na 2019 premierze trzeciej części kultowej komedii Kogel-mogel, byłam pewna, że pobiegnę do kina przy pierwszej nadarzającej się okazji. Nie żebym spodziewała się powtórzenia sukcesu pierwszej części. Zwiastuny nie wróżyły komedii wszech czasów. Tuż przed seansem miałam jeszcze nadzieję, że być może nie będzie źle. Pierwsze sceny filmu pokazały, że nadzieja nie bez powodu nazywana jest matką głupich.

Kultowa komedia lat 90.

Kto w latach 90. oglądał pierwszą część Kogla-mogla, ten przyzna mi rację, że był to kawał naprawdę dobrej komedii. Zabawne teksty, komiczni bohaterowie i przerysowany obraz nieco zaściankowej wsi skontrastowany z nowoczesnością wielkiego miasta. To nie mogło się nie udać. Wśród tego wszystkiego mamy postać młodej ambitnej kobiety, która chce się kształcić i zwiedzać świat. Jej starania, ucieczka od narzeczonego i pierwsze kroki w Warszawie bawiły do łez.

Kogel Mogel Wolńscy i Kasia
Kasia! Kaaaasia! Nie odchooodź!

Kasia miała marzenia…

Sęk w tym, że po 30 latach od premiery, ten śmiech, to tak trochę już przez łzy. Dlaczego? UWAGA BĘDĄ SPOILERY DO 1 i 2 CZĘŚCI! Stańmy się na chwilę Kasią. Marzymy o wyrwaniu się z rodzinnej wsi. Nie chcemy przez całe życie usługiwać mężowi, według którego baba to same kłopoty, a jak coś mądrego powie, to tylko przez przypadek. Baby są od tego by męża wspierać i dzieci rodzić. A Kasia nie chce.

Ucieka więc sprzed ołtarza i jedzie do Warszawy na studia. Tam poznaje mieszczańską rodzinę, która robi z niej służącą. W między czasie spotyka interesującego mężczyznę, który wydaje się stworzony dla niej. Ambitny, inteligentny i z pomysłem na biznes. Obiecuje rozwój i podróże. Kasia zgadza się na ślub. I co? I wraca na wieś, mamiona przez narzeczonego obietnicami, że jak się już urządzą, to Kasia będzie dalej się kształcić.

Miałam podróżować, miałam się uczyć…

…ale już ich nie ma.

Druga część nie jest lepsza. Niby już Kasia wita się z gąską, niby już podróże i studia za progiem, a tu klops. Kasia zachodzi w ciąże. Staje się dokładnie to, czego pragnęła uniknąć. Mąż, dom i dzieci. Koniec pragnień. Happy end? Nie dla Kasi. W 1988 roku cała historia mogła wydawać się niesamowicie zabawna. Sama śmiałam się do rozpuku oglądając ją kilka lat później. Ale dziś dwóm pierwszym częściom Kogla, bliżej do dramatu niż komedii. Bo aż przykro patrzeć jak czyjeś marzenia rozsypują się w pył. KONIEC SPOILERÓW.

Płonne nadzieje na dobrą zabawę

Po tym, nieco długim wstępie, możemy przejść do omówienia trzeciej części zatytułowanej Miszmasz czyli Kogel Mogel 3. Jak już wspominałam, kilka pierwszych scen rozwiało moje nadzieje na dobrą rozrywkę.

Przy dźwiękach piosenki Wilków, wiejską drogą, pędzi swoim czerwonym kabrioletem młodzieniec. Napotyka na niej przeszkody w postaci tamującego ruch ciągnika i rutynowej policyjnej kontroli. Ciągnik należy do wścibskich sąsiadów matki chłopaka. Czemu tamują ruch? Bo strzelają fotki na insta. Tacy zabawni nowocześni starsi państwo! A policjanci? Takie sierotki, co już podczas przedstawiania się wzbudzają litość i mają tyle władzy, co niemowlę na królewskim tronie.

Policjanci z Kogel Mogel 3 w odbalaskowych kamizelkach
Spokojnie posterunkowa i tak nie mamy nic do gadania

Ekspozycja, ekspozycja

Kolejne sceny, to próba pokazania na ekranie wszystkich kojarzonych z poprzednich części bohaterów. Nie obeszło się więc bez ekspozycyjnych dialogów, gdzie ludzie wzajemnie sobie tłumaczą rzeczy dla nich oczywiste. No ale widz może ich nie pamiętać, więc mu powiedzmy, że ja to ten były narzeczony Kasi, a ona to jej mama.

O co ten cały ambaras?

Historia jest taka, że marnotrawny syn Kasi powrócił z Holandii, gdzie przez ostatnie kilka lat mieszkał z ojcem. W rodzinnej wsi postanawia rozkręcić pewien, nie do końca legalny, zielony interes. Pożycza kasę o babci, zatrudnia sąsiadów i zaczyna wcielać plan w życie. W międzyczasie poznaje dziewczynę, która oczywiście okaże się córką profesora Wolańskiego, dawnego pracodawcy matki chłopaka. Jak się można domyślić, to nie jest miłość od pierwszego wejrzenia. Ale spokojnie! Schemat będzie zachowany. Przecież nigdzie tak szybko, jak w polskich komediach, ludzie nie przechodzą od nienawiści do miłości po drugim spotkaniu.

Tu jest jakby luksusowo?

A co słychać u państwa Wolańskich? Jest jakby po staremu. Jakby nie ma miłości, ale jakby są razem. Dziwi Was nadmiar tego jakby? To jednej z jakby zabawnych tekstów Barbary Wolańskiej z pierwszej części Kogla. I gdyby scenarzysta trójki nie przesadził z nadużywaniem tego żartu do granic możliwości, to w sumie wciąż mogłoby być zabawnie. A tak jest zwyczajnie irytująco.

Piotruś Wolański i żona Kogel Mogel 3
A tii, tii malutki.

Piotrusiu, dorośnij!

Nie zapominajmy o Piotrusiu, nieznośnym i potwornie rozpuszczonym synku Wolańskich. Ten już oczywiście dorósł, ale zdaje się, że jednocześnie zatrzymał się w rozwoju. Mieszka w pięknym domu z dużo starszą od niego żoną (rola życia Skrzyneckiej!) tak potwornie karykaturalną, że aż autentycznie zabawną. Grany przez Zakościelnego Piotruś, jest jak duży chłopiec, który jakimś cudem rozkochał w sobie bogatą babeczkę. Ta traktuje go jak dziecko, któremu podsuwa wszystko pod nos.

Pani Ilono Łebkowska, scenarzystko droga. Halo, tu ziemia! Gdzie znalazłaś pracującą, bogatką kobitkę, która pozwala sobie na trzymanie w domu takiego śmierdzącego lenia? Żeby chociaż jeszcze grzeszył urodą i muskulaturą! Gdzie tam! Ciału ukochanego Piotrusia daleko do ideału. Miłość jest ślepa? Niewątpliwie.

Marcin Zawada i pani inspektor Kogel Mogel 3
Kurde zioło na bluzce. Teraz to już muszę się z nią przespać.

Co ćpali twórcy?

W sumie, to już nie będę Wam zdradzać pozostałych wątków, bo praktycznie wszystko możecie zobaczyć w trailerze. Scenariusz jest jak napisany od sztancy. Bohaterowie są tak bardzo nierealistyczni, że aż zęby bolą. Sąsiedzi tak bardzo złośliwi i jednocześnie bezkarni, że podczas seansu zaczęłam zastanawiam się co ćpali pan reżyser i szanowna scenarzystka.

Każda kolejna scena, to nowe zdziwienie. Obrzucanie domu wójta pomidorami i żadnych konsekwencji dla naćpanych wandali? Spoko. Urzędniczka państwowa, którą stać na najnowszy model Audi i po pierwszym spotkaniu z bezczelnym młodzieńcem, ochoczo wysyła mu nudeski? Luzik. Pojawiająca się znikąd i równie szybko znikająca ze sceny nowa żona byłego męża Kasi? Normalka.

Ja się tylko pytam po co? Połowa scen nowego Kogla Mogla mogłaby zostać wycięta bez żadnej straty dla całej historii. Tyle, że wtedy z 90 minut filmu, zostało by jakieś 50. Wówczas raczej nikt nie chciałby zapłacić prawie 40 zł za niecałą godzinę seansu.

Aktorm się już nie chce

Patrząc na część aktorów odniosłam nieodparte wrażenie, że im się już bardzo nie chciało. Zakościelny miał w oczach nieme błaganie „kill me, please”, a Zdzisław Wardejn ledwie wysapywał kolejne kwestie. Ewa Kasprzyk w roli irytującej żony profesora, która robi karierę jak autorka poczytnych poradników seksualnych, była po prostu nijaka. Hamkało w roli córki Wolańskich miała za zadnie robić za pokrzywdzoną przez facetów sierotkę. W dodatku jej bohaterka niczego się w życiu nie nauczyła, bo zamiast uciekać, gdzie pieprz rośnie od gościa, który sam przyznaje się do bycia notorycznym kłamcą, brnie w to bagno dalej. Prawdziwa męczennica.

Sąsiedzi Zawadów Goździkowie z pomidorami Kogel Mogel 3
Mam pomidora i nie zawaham się go użyć!

Kogo kocham, kogo nienawidzę

Wspomniałam wcześniej o Skrzyneckiej. Choć grana przez nią postać jest równie prawdziwa jak Yeti, to zdaje się jedynym jasnym i naprawdę zabawnym elementem filmu. Widać, że Skrzynecka nie traktuje swojej postaci poważnie. Bawi się konwencją i widać, że daje jej to autentyczną radochę. Za to sąsiedzi granej przez Grażynę Błęcką-Kolską Kasi Zawady, państwo Goździkowie, to para potwornie wrednych i irytujących postaci, do których nawet przez moment nie byłam w stanie poczuć sympatii. Cała sekwencja scen, w której upaleni ziołem robią demolkę we wsi, jest zwyczajnie żenująca.

Oglądasz na własną odpowiedzialność

Spytacie więc czy warto obejrzeć nowego Kogla w kinie? To zależy. Jeśli macie wolny wieczór, nic ciekawego do roboty i nie żal Wam kasy na bilet, a jednocześnie czujecie sentyment do dwóch poprzednich części, to w sumie kto Wam zabroni iść? Jeśli na te 90 minut całkowicie wyłączycie myślenie, to może nawet będziecie w stanie dobrze się bawić. Jednakże ja drugi raz do kina bym nie poszła. Wielka szkoda, ale tym razem nie wyszło. Mam nadzieję, że nikomu nie strzeli do głowy kręcenie czwartej części. Bo to już będzie jakby przesada.