KULTURA OGLĄDAM

To nie moja bajka czyli Planeta Singli 2

Planeta Singli 2
Cześć Kochani!
W miniony weekend weszła do kin druga część komedii Planeta Singli 2. Przyznam, że jedynka bardzo mi się podobała i miałam nadzieję, że i dwójka mnie nie zawiedzie. Jak było w rzeczywistości?  Cierpliwości, zaraz się dowiecie.

 

CO TAM SIĘ DZIEJE?

Najpierw jednak szybki opis fabuły. W pierwszej scenie widzimy Marcela Galińskiego (w tej roli Piotr Głowacki), który próbuje przekonać zarząd jednej z polskich telewizji do realizacji swojego nowego programu świątecznego. „Wigilia cudów” ma być prowadzona przez najsławniejszą parę w Polsce, Anię Kwiatkowską (Agnieszką Więdłocha) oraz Tomka Wilczyńskiego (Maciej Stuhr). I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że przyszli prowadzący właśnie się rozstali. Na szczęście dzięki usilnym błaganiom Marcela oraz małemu podstępowi drugiego przyjaciela pary, Bogdana (Tomasz Karolak), do współpracy jednak dochodzi. I tu zaczyna się cała zabawa. Jak ukryć przed widzami fakt, że bohaterowie już nie są razem? Czy miłość na pokaz jest możliwa?
O tym później.

Warto przy okazji wspomnieć o wątkach pobocznych. Bogdan i Ola (Weronika Książkiewicz) spodziewają się dziecka. Córka Bogdana z poprzedniego małżeństwa, Zośka (Joanna Jarmołowicz), czuje się przez to odstawiona na boczny tor. Jej ojciec w tym czasie próbuje rywalizować o względy żony z jej nowym przystojnym nauczycielem jogi Panirem. Tu momentami bywa naprawdę zabawnie. Gdzieś tam jeszcze w tle przewija się wątek szukającej nowej miłości mamy Ani oraz Marcela próbującego pogodzić się ze swoją przeszłością. Oba tematy niestety poprowadzone nieco po łebkach.

 

 

JEST MIŁOŚĆ CZY JEJ NIE MA?

No ale co z tą miłością? No właśnie. Wątek miłosny ukazany jest tu jak praktycznie w każdej polskiej komedii. Dużo niedopowiedzeń, brak szczerej rozmowy i odmienne oczekiwania co do wspólnej przyszłości. On wciąż jest dużym chłopcem, ona marzy o stabilizacji. Niby są razem, ale tak naprawdę nic o sobie nie wiedzą. Rozstanie było tylko kwestią czasu. I jak to w komediach bywa, na horyzoncie pojawia się nowy książę. Prawdziwy ideał. Przystojny, bogaty, w lot odczytujący najskrytsze pragnienia partnerki. I rzecz jasna z miejsca na zabój zakochany! Zaręczyny po 3 randkach? Why not?

 

BAJKI DLA DOROSŁYCH

No nie. Drodzy scenarzyści, please stop! Skończcie proszę pisać takie bajki, bo od tego mamy wielkie wytwórnie za oceanem. Czy mam uwierzyć, że dziewczyna bez żadnego obycia za kamerą ma prowadzić wielkie show na żywo, a dyrektor telewizji właśnie odkrył Youtube i próbuje wcisnąć do swojego programu wszystkie jego gwiazdy? I w tym wszystkim mamy asystentkę – hakierkę, która zdobywa dokumenty adopcyjne swojego szefa, by pomóc mu w ten sposób w odnalezieniu matki. Bo wiecie, wystarczy wpisać w Google imię i nazwisko,
a masz dostęp do wszystkiego. A w ogóle randka w restauracji z udziałem okularów VR, to majstersztyk przerostu formy nad treścią. Nie lepiej było pójść do prawdziwej restauracji? A sorki, product placement musi się zgadzać.

 

 

JAK NIE REKLAMOWAĆ

Tak w ogóle to liczba reklam w tym filmie przebiła nawet „Porady na zdrady” i ich berlinki w sałatce. Już
w pierwszej scenie doliczyłam się 6 czy 7 logotypów znanych marek. Batony, napój, prasa, sprzęt elektroniczny. Czego tam nie było! Ja rozumiem, że skądś kasę na filmy brać trzeba, ale wielki automat batoników na pół kadru plus hasło o ratowaniu princessy padające z ust jednego z bohaterów, to już naprawdę szczyt szczytów.
I jeszcze apka do zamawiania jedzenie do domu. Wszystko fajnie, ale żeby pisać pod nią specjalną scenę, która do filmu naprawdę niczego nie wnosi? Berlinki przebite!

 

TO WARTO CZY NIE?

No dobrze, ale czy w ogóle warto ten film obejrzeć? To zależy. Jeśli bardzo mocno przymkniesz oko na te wszystkie głupotki, proste rozwiązania skomplikowanych spraw i na nadmiar product placement, to w sumie możesz się dobrze bawić. Sceny z Karolakiem i Książkiewicz są naprawdę niezłe. Próby nagrania zajawek do programu wywołują szeroki uśmiech, a scenki z pulchnym chłopcem, który wie czym jest dystans do siebie, są naprawdę urocze. Planeta Singli 2 to dobra propozycja na babski wieczór czy na totalne odmóżdżenie po ciężkim dniu. Jeśli jednak poprzednia część do was nie trafiła, to ta na pewno was nie oczaruje. Może zrobi to część trzecia? Bo jeśli jeszcze nie wiecie, to na walentynki trafi do kin Planeta Singli 3, która z zapowiedzi wygląda na coś w stylu „Poznaj moich rodziców” i „Wesela” w jednym.

 

 

Tak na koniec powiem wam, że gdyby życie było tak piękne, jak w polskich komediach romantycznych, nie potrzebowalibyśmy bajek Disneya.