KULTURA OGLĄDAM

Jak ukraść święta czyli nowy Grinch

Naprawdę kocham kino i już drugi rok z rzędu korzystam z abonamentu jednej z popularnych sieci kin, dzięki któremu mogę oglądać filmy niemal bez limitu. Niestety, na tę subskrypcję nie dał się skusić mój chłopak, więc wspólnie do kina chodzimy rzadko (te ceny!).

 

Kiedy więc tylko zorientowałam się, że weekend 15-16 grudnia ogłoszono Świętem Kina i z tej okazji bilety kosztowały jedyne 12 zł, wiedziałam, że nie możemy przegapić tej okazji.

 

Jedyne, co mnie zmartwiło, to bardzo słaby repertuar. Jakiś horror, trzy bajki dla dzieci i niezbyt udane polskie komedie romantyczne chcące udawać, że są polską odpowiedzią na kultowe „Love Actually”. Z braku laku wybraliśmy więc najnowszą animację od studia Illumination „Grinch”.

 

Zdradzę Wam, że pomimo 30 lat na karku, wciąż uwielbiam oglądać bajki. Moment, w którym po ciężkim tygodniu mogę na chwilę oderwać się od rzeczywistości, jest dla mnie bezcenny. Historię Grincha kojarzyłam bardzo pobieżnie, głównie dzięki amerykańskiemu filmowi sprzed kilku lat, w którym tytułową rolę grał  Jim Carrey. Zielony stworek, który nie lubi świąt i postanawia ukraść je innym.

 

UKRAŚĆ ŚWIĘTA

Nowy Grinch mieszka ze swoim psem Maksem na wysokiej górze, daleko za miastem, zamieszkiwanym przez wesołych Ktosiów. Ktosiowie, to miłe futrzaste stworzonka, które zawsze gotowe są pomóc sąsiadowi w potrzebie. Tak jak bardzo Grinch świąt nienawidzi, tak oni bardzo je kochają. A zbliżające się święta, dekretem pani burmistrz, mają być trzy razy większe od poprzednich. Więcej światełek, więcej ozdób, więcej prezentów i oczywiście większa choinka!

 

Tego dla Grincha było już za wiele. Zdenerwowany uknuł więc plan pozbawienia Ktosiów świąt. Stwierdził, że skoro św. Mikołaj daje rade w jedną noc dostarczyć prezenty do wszystkich domów na świecie, to jemu bez problemu uda się ukraść je z jednego małego miasteczka.

 

KTOŚ MA MARZENIE

Oglądając zmagania Grincha z przeciwnościami losu (uciekające renifery, wrzeszcząca koza, natrętni kolędnicy) w między czasie poznajemy rezolutną dziewczynkę Cindy-Lou, która również ma swój plan na te święta. Bardzo zależy jej na osobistej rozmowie z Mikołajem, od którego oczekuje realizacji niezwykłego prezentu dla kogoś bliskiego.

 

Jak się możemy domyślić, drogi jej i Grincha wkrótce się ze sobą przetną. Co z tego wyniknie? Tego nie zdradzę. Musicie dowiedzieć się sami podczas seansu.

 

NIE TYLKO DLA DZIECI

Czy nowy Grinch to bajka tylko dla najmłodszych? Ależ skąd! Na filmie równie dobrze będą bawić się maluchy jak i ich rodzice. Dużo zabawnych żartów, piękne kolory i bijące z ekranu ciepło świątecznych dekoracji, rozgrzeją serca największych smutasów.

 

Postaci są dopracowane w każdym szczególe. Włosy na ktosiowych futerkach wyglądają jak prawdziwe, a śnieg naprawdę zachowuje się jak śnieg. Widać ogrom pracy włożony w realizację tego projektu. Dla samej warstwy wizualnej warto wybrać się do kina.

 

MAŁE WPADKI

Jedyne, co mogę zarzuci polskiemu dystrybutorowi, to brak konsekwencji w tłumaczeniach świątecznych piosenek. Wszystkie śpiewane są po angielsku, aż tu nagle w jednej scenie mamy wersję polską. Chyba już lepiej byłoby zostawić wszystkie piosenki w jednym języku.

 

Wśród Was mogą być też tacy, którym nie spodoba się puenta filmu, a dokładnie jej umoralniający aspekt. Morał jest podany dość łopatologicznie, ale hej! To przecież bajka dla dzieci. Najmłodszym, takie sprawy, należy przedstawiać jasno i prosto.

 

NAPRAWDĘ WARTO

Jak pewnie się domyślacie, ja nowego Grincha polecam. Obecnie, to chyba najbardziej świąteczny film w kinach. Polecam każdemu do obejrzenia przed Gwiazdką.

 


 

A może już byliście? Jakie są Wasze wrażenia? Jakie inne filmy świąteczne (oprócz nieśmiertelnego Kevina) lubicie oglądać w okresie świąt?