LIFESTYLE

Dieta – jak ją wybrać i nie zwariować?

Nie jedz po 18-stej, odstaw gluten, pij tylko wodę – mówią Wam coś te hasła? Z pewnością nieraz trafiliście na podobne wskazówki na różnych portalach czy w kolorowej prasie. Co ciekawe, takie porady znajdziecie nie tylko w babskich gazetkach. Coraz więcej panów zaczyna dbać o siebie, a co za tym idzie, intensywnie poszukują informacji jak to zrobić. Pierwszym krokiem do zmian jest oczywiście dieta.

NAJWAŻNIEJSZY SKŁADNIK DIETY

Zarówno panie jak i panowie do wyboru mają dziesiątki rożnych diet, których zasady diametralnie się od siebie różnią. Na przykład pierwsza nakazuje bardzo ograniczyć węglowodany, druga  pozwala na jedzenie jedynie 1000 kalorii dziennie, a kolejna radzi jeść tylko białko i ogromne ilości warzyw. Od liczby porad każdemu może zakręcić w głowie. Jak więc pozbyć się zbędnych kilogramów i nie zwariować? Otóż w tym szaleństwie jest metoda. Należy użyć przede wszystkim… rozsądku.

Rozsądek powinien być podstawowym „składnikiem” każdej nowej – auć – diety. Skąd to auć? Z tym słowem kojarzy mi się tak wiele przykrych wyrażeń – te wszystkie wyrzeczenia, nakazy i zakazy!. Brrr. Człowiek, to taki ssak, który  nie lubi ograniczeń i bycia do czegoś zmuszanym. Dlatego też to słowo na „d” zawsze wiąże się u mnie ze smutnym grymasem twarzy. „Przechodzę na dietę” – groźne brzmi i automatycznie włącza w głowie obrazy wszystkiego czego nie będzie mi wolno jeść. Żegnajcie naleśniczki (ta niedobra pszenica), kochana pizzo będę za tobą tęsknić (znów pszenica i jeszcze ten ser!), nie opuszczaj mnie szarlotko (nie da się wyrazić słowami). Już na staracie się odechciewa.

SIŁA NAWYKÓW W NATARCIU

I tu włącza się mój zdrowy rozsądek. Nie mówię „przechodzę na dietę”, ale „zmieniam nawyki żywieniowe”. Bo na diecie nierzadko wytrzymujemy maksymalnie kilka męczących tygodni, a nawyki żywieniowe tworzymy na całe życie. Krok po kroczku uczymy się jakie produkty spożywcze wkładać do koszyka, jak przygotowywać jedzenie w domu oraz jakie zdrowe przekąski wybierać na mieście. Przyzwyczajamy organizm do nowych smaków i dań, które nie są przesycone solą, cukrem i konserwantami. Nawyki to zmiana na stałe naszych codziennych zachowań, w tym nauka samodzielnego komponowania jadłospisu. Więcej informacji o sile nawyku możecie znaleźć w polecanej w tym wpisie, książce pod tym samym tytułem.

Wspomnianych wyżej zmian należy dokonywać stopniowo, a nie na hurra, odstawiając nagle wszystko poza wodą, chudym serkiem i warzywami. Obcięcie dziennej racji żywieniowej o ponad połowę (przeciętna kobieta przy pracy siedzącej powinna spożywać około 2000- 2200 kcal dziennie), to niesamowity szok dla organizmu. Serio chcecie fundować sobie głód i kiepskie samopoczucie na diecie 1000 kcal? Odpowiedź negatywna, prawda?

GLUTEN – NAJWIĘKSZE ZŁO ŚWIATA?

Przyjrzyjmy się takiej diecie. Posiłki bez glutenu. Ale co to jest ten gluten? Ciocia Wikipedia oświeciła mnie, że „to mieszanina białek roślinnych: gluteniny i gliadyny, która występuje w ziarnach zbóż: pszenicy, żyta i jęczmienia” Czyli że wszystko co przygotowujemy z mąki? Zaraz, ale dlaczego mam tego „glu” nie jeść? Aaa, bo jelita zatyka. Ale, że wszystkim tak zatyka? A nie. Tylko 1% populacji. Coś duży ten jeden procent, skoro z każdego babskiego pisemka i co drugiego internetowego portalu, krzyczą do mnie tytuły artykułów „nie jedz glutenu!”, „gluten – zło wcielone”, „gluten = nadwaga”. Eee, coś mi tu pachnie robieniem nas w bambuko. To, że jedna czy może dwie gwiazdeczki mają nietolerancję tych białek i po odstawieniu zrzuciły trochę ciałka, nie znaczy, że nagle wszyscy powinniśmy tak postępować. Ot kolejna moda, która niedługo minie, jak to z modami bywa. Odstawienie glutenu? No, thanks.

CO ZA DUŻO TO NIEZDROWO

Dobrze, to może jeszcze jedna, kilka lat temu niesamowicie popularna dieta. Oczywiście mam tu na myśli Dukana. Dieta podzielona na etapy, opierająca się głównie na spożywaniu bez ograniczeń ogromnych ilości białek, potem łączonych z warzywami i niewielką ilością owoców. Węgle z innych produktów stają się dozwolone w kolejnej fazie,  ale oczywiście w bardzo ograniczonych ilościach. Może na początku jest fajnie, bo chudnie się ekspresowo. Jesz ile chcesz, byle było to mięcho (panowie, brzmi nieźle) i chudy nabiał. Ale tak kuraka bez ryżu? A jakaś kanapeczka z wędlinką na kolację? Nie można, bo nie ta faza? Ech… Ale zaraz czemu dieta proteinowa straciła już na popularności? Badania wykazały, że Dukan jest niebezpieczny dla zdrowia, bo doprowadza organizm do kwasicy, a wraz z nią cierpimy na odwodnienie, osłabienie i senność, nudności i wymioty, bóle brzucha i w klatce piersiowej oraz zaburzenia elektrolitowe. Uuu, to ja dziękuję. Wolę mieć gruby tyłek niż chore nery.

NAJZDROWSZA „DIETA” NA ŚWIECIE

Na szczęście zdrowy rozsądek czuwa i pomaga mi dojść do wniosku, że nie tędy droga. Błyskawiczne diety, ekspresowe spalanie i nadmierne ograniczania to nie dla mnie. Jedyną wartą stosowania „dietą” jest MŻ czyli mniej żreć. U mnie działa jako skrót ŻWAM czyli żreć wszystko ale mniej. Do tego dodajemy RD czyli rusz dupę. Nagle coś zaczyna się dziać, nie tylko z za dużym tyłkiem. Przybywa mi energii, chęci do działania i jakoś tak więcej życzliwości dla świata (ok, idiotów i leni intelektualnych nadal nie cierpię). Nie bawię się już w liczenie kalorii (jak to bywało za czasów młodości chmurnej i durnej), nie głoduję wieczorami, bo przecież już po 18-nastej i nie patrzę tęsknie w stronę drożdżówki z jabłkiem. Chcę to jem, ale potem idę pobiegać, pojeździć na rowerze czy poszaleć na maszynach w siłowni. Albo zaciągam Lubego pod kołdrę ;).

OCZYŚĆ SWÓJ JADŁOSPIS

Wszelkie diety cud należy między bajki włożyć. Nie wierzcie, że jedzenie lub nie jedzenie o konkretnej godzinie sprawi, że schudniecie (znów ta magiczna 18-ta). Olejcie wszystkie modne diety lub podchodźcie do nich z dystansem, bo musicie pamiętać, że każdy organizm jest inny i to co zadziałało na koleżankę Krysię, wcale nie musi zdać egzaminu u was. To co na pewno powinniście wykreślić ze swojego codziennego jadłospisu, to produkty z torebki. Wszelkie sosy, zupy, fixy, placki ziemniaczane (sic!)
w proszku to sama chemia i nawet w małych ilościach negatywnie wpływa na nasze zdrowie. Własnoręczne zrobienie sosu do mięsa czy starcie ziemniaków na placki, nie jest wcale takie trudne, jak może się Wam wydawać. Pisze to Wam kobieta, która do 18 roku życia, jedyne co potrafiła przygotować w kuchni, to woda na herbatę i jajka na twardo. Serio, serio.

Zatem życzę, aby w podejmowaniu codziennych wyzwań (w tym przechodzeniu na dietę zmian nawyków żywieniowych) towarzyszył Wam zawsze zdrowy rozsądek. Naprawdę DUŻO rozsądku.